niedziela, 6 grudnia 2015

cześć i czołem


Witam,
Po baaardzo długiej przerwie witam wszystkich. 
Informuję , że wraz z powrotem postanowiłam przenieść się na nowy adres
http://panikobieta.blogspot.com/
gdzie wszystkich serdecznie zapraszam :)
Obiecuję, że tym razem dołożę wszelkich starań by nie zaniedbywać bloga.
Na nowym blogu zapewne będzie trochę pomysłów związanych z organizacją wesela gdyż w tym roku miałam trochę z tym roboty , mam nadzieję że pomogę moimi wpisami innym w przygotowaniach :)
Także Pani Kobieta zaprasza do siebie :)
Do zobaczenia :)

piątek, 1 marca 2013

Naszyjnik z pereł DIY

Witajcie wszyscy! :)
Jakiś czas temu wydałam full kasy na różne bzdury związane z biżuterią, zaczynając od koralików , przez żyłki, kończąc na sprzęcie by to połączyć...Chwilowa moja zachcianka, bo chciałam spróbować czegoś nowego.
Wczoraj odebrałam paczkę ze sprzętem i przystąpiłam do pracy.
Wyszedł mi naszyjnik. Jest nawet nawet jak na mój pierwszy raz .:)
Ja zawsze jestem bardzo krytyczna wobec siebie , ale skoro koleżanka stwierdziła , że przez chwilę myślała że wstawiłam zdjęcie z katalogu Kruka , to w sumie jak na pierwszy raz dobrze mi poszło.
No i inna bardzo miła opinia na temat mojego naszyjnika to to , że koleżanki prawie 10 letnia córa poprosiła bym też jej kiedyś taki naszyjnik zrobiła. :)




A dziś natomiast zaczęłam wersję czarną , bardzo podobną do tej powyżej , ponieważ w niedzielę idę z chłopakiem do teatru więc będzie idealny do sukienki . :)


Trzymajcie się ! :)



----------------------------------------------------------------------------------------------------------

Godz. 23:13
No i skończyłam naszyjnik :)
Wersja czarna .






środa, 9 stycznia 2013

Tanie formy na ciacha

Ostatnio odbiło mi i zaczęłam kupować gazety z dodatkami do pieczenia lub dekorowania ciast .
Obliczyłam, że bardziej się opłaca wydać czasem nawet te prawie 17 zł na gazetę i dostać gratis formę do babki niż kupować taką formę samemu np. na allegro płacąc dodatkowo za przesyłkę . Może gazetki nie są jakieś grube, maja kilka przepisów na krzyż, ale nie dla nich je kupuję :P

Niedawno zaczął wychodzić dwutygodnik "Ale Pychota", kilka numerów przegapiłam , bo dowiedziałam się o nim przypadkowo grzebiąc po blogach kulinarnych. Szpiegowałam więc co było, jest i będzie dodawane do gazety i ostatnio wpadła mi w oko silikonowa forma w kształcie serca . Idealna na Walentynki :)
Zaatakowałam kilka kiosków i nic , aż po tygodniu poszukiwań wreszcie znalazłam i akurat ostatni numer był na półce za 16,95 zł.  :)



Na następny numer (nr 11, dostępny już od 9 stycznia) zapowiadają foremki w kształcie gwiazdek więc zastanawiam się czy kupować, czy są mi tak potrzebne, czy będę z nich korzystać.....I w tym jednym przypadku mam dylemat, bo jeśli by zaoferowali 12 szt tych foremek to ok, ale jeśli mniej (podejrzewam że będzie ich 9 -tyle ile jest na zdjęciu) to tym razem lepiej kupować na allegro gdzie udało mi się znaleźć 12 szt foremek gwiazdek za 18 zł (w tym także cena przesyłki)...





23 stycznia 2013 w nr 12
 natomiast będzie można zakupić formę z kwiatowym wzorem na którą na pewno się skuszę :)




Polecam także numer styczniowy magazynu "Dziecko" . Także długo szukałam i także trafiłam na ostatni egzemplarz z foremką, tym razem w Empiku, wchodząc do niego tuż przed pójściem do kina na "Atlas Chmur".
Tak na marginesie serdecznie polecam. Zanim poszłam sama obejrzeć słyszałam, że jest ciężki, że jest trudny do zrozumienia ,taki na myślenie nie na relaks .....Może i tak , ale mi całkiem przyjemnie się go oglądało i  nie żałuję ani minuty spędzonej w kinie ( na reklamy się spóźniliśmy przed kolejkę w Empiku :P) .
No więc wracając do magazynu "Dziecko"...cena to 6,99 zł.
Foremki są trzy do wyboru:
- keksówka
- tarta
- babka
Ja polowałam na tą trzecią , jednak pozostała mi tylko forma na tartę, nie wybrzydzałam, brałam :P





Poza foremką dodany jest także m .in. audiobook z Kubusiem Puchatkiem - mimo że własnej dzidzi nie mam , przyda się dla cudzych :)


sobota, 5 stycznia 2013

Sukienka księżniczki

Dawno mnie nie było....
Jak już wspominałam we wrześniu zaczęłam nową pracę. Po 3 miesiącach próbnych dostałam przedłużenie umowy (jupi :) ) , na razie na rok ...Okres przedświąteczny był baaaardzo pracowity i po tylu godzinach siedzenia w pracy przed komputerem nawet nie miałam ochoty szperać w internecie w domu (nawet jako odstresowanie się) , zwłaszcza że w domu dodatkowo był duży remont (ale nadal wszystko nie skończone) i moja resztka energii szła na ogarnięcie chałupy i regularne sprzątanie ....

Teraz jest luźniej, zarówno jak i w pracy jak i w domu....
Pozwoliłam więc wczoraj sobie na małe zakupy czekając aż mój chłopak skończy zajęcia na uczelni...

Dawno chciałam taką sukienkę , ale nigdy jakoś nie byłam przekonana do cekinów jak i tego że sukienka jest generalnie biała a ja jestem osobą o dosyć jasnej karnacji , myślałam że się scalę z kolorem sukienki....:P

W sklepie po staniu ponad 20 minut w kolejce udało mi się przymierzyć 5 sukienek,jedna za mała , inna za duża, za bardzo pomarańczowa, jeszcze inna kiepsko się układała...cekinowa została na sam koniec ...była idealna .....albo ja zaślepiona jej "księżniczkowatością" :P taaaak, czuję się w niej jak księżniczka , z tej jej cekinową górą i tiulowym dołem o to bardzo łatwo :P

Myślałam też nad jej ciemniejszym odpowiednikiem, czarnym tiulowym dołem i zielono niebieskimi cekinami, ale mam za dużo ciemnych sukienek w szafie i trzeba to zmienić :)

No ale to co mnie najbardziej przekonało do tej sukienki to oczywiście cena , zamiast 129,90 zł zapłaciłam 60 zł , także nawet mniej niż połowę :P







środa, 19 września 2012

CHI

Mimo że jestem kobietą , nigdy nie przepadałam za malowaniem paznokci. Powodów było wiele, ale największe z nich to trudność ze znalezieniem lakieru w rozsądnej cenie i dobrze kryjący, a także to że mam  strasznie słabe i łamliwe pazury. Raz na ruski rok pod wpływem chwili kupiłam jakiś lakier, który następnie lądował gdzieś w jakimś pudełku, nigdy nie ruszany, co najwyżej smarowałam nim pazury koleżance. Długo nie mogłam trafić na lakier który by mnie zadowolił...do czasu, bo kupując hurtowo sprezentowała mi mama jedną buteleczkę czerwonego mazidła . Już chciałam ustawić na półkę gdzieś w jej cieniu, tuż za perfumami, balsamami, i innymi ciapkami , najlepiej w koszyku w którym jest wszystko a nie ma nic (taki koszyk nicości , czarna dziura - coś tam wpada, i nigdy stamtąd nie wraca ), ale na szczęście dla buteleczki nudziło mi się strasznie, i mimo że było coś koło północy , zamiast spać wzięłam buteleczkę ( Miss Shops ALOT ) i pędzlowałam sobie paznokcie , zanim zaczęłam zaopatrzyłam się w zmywacz do paznokci bo ciapa jak ja prawą ręką da radę, ale lewą to gorzej niż Picasso . Zmywacz oczywiście się przydał, ale zaskoczyło mnie że już po pierwszej warstwie wszystko ładnie i równomiernie mi się pokryło , bez poprawek (!) .
Cena - około 20 zł , ale na allegro widziałam , że czasem można trafić za dużo mniej.


Minusem jest to, że kiepsko się ten lakier zmywa gdy po kilkunastu dniach i połowie odkruszonego lakieru ( lenistwo i kolejny powód dlaczego paznokci nie lubię malować : trzeba na bieżąco je poprawiać :P )uznałam że teraz to już na pewno trzeba go zmyć . Męczyłam się, szorowałam, waciki schodziły jak szalone, zmywacz lał się hektolitrami, wręcz baseny zmywacza, oceany.... a i tak na brzegach paznokci widać było resztki lakieru które za nic nie chciały się z moimi paznokciami rozstać. Skarcić lakier i do kąta, na karnego jeża.
No ale nie zmienia to faktu , że lakier u mnie się sprawdził. Nie wiem jak u innych , bo czytałam w internecie także negatywne opinie na jego temat , jednak u mnie on okazał się najlepszy z wszystkich jakie miałam okazję użyć i wrzucić do koszyczka nicości. Chi do koszyczka nie wrzuciłam, nie zasłużył na taką karę. Mało tego , wzbogaciłam się o jego siostry (również za sprawą rodzicielki) :
- Shell of a Good Time
oraz
- Ceramic Ridge Filler - ceramiczny wypełniacz płytki paznokcia (ok. 40 zł)


No i trochę info ze strony producenta, FAROUK :
  • CHI Ceramic Nail Lacquer to linia profesjonalnych lakierów do paznokci, która została opatentowana i powstała dzięki pracy naukowców z NASA i rozwojowi Zaawansowanej Amerykańskiej Technologii. 
  • Dzięki zastosowaniu Zaawansowanej amerykańskiej Technologii lakiery CHI  zostały wyposażone w ceramikę CHI44 dzięki czemu są trwałe i odporne na odpryskiwanie.
  • Dzięki zastosowaniu Nanotechnologii- pomaga zwalczyć bakterie i grzyby. 
  • Naturalny jedwab zwiększa połysk, odżywia płytkę paznokcia i ułatwia nakładanie lakieru. 
  • Lakier zawiera filtry UV chroniące kolor przed blaknięciem, przedłużając jego świeżość. 
  • Specjalna podkładowa warstwa z ceramiką CHI 44 powoduje trwałe przyleganie. 
  • Lakier nie zawiera szkodliwych  dla zdrowia składników jak Formaldehyd, Toluen i DBP. 
  •  "





    sobota, 8 września 2012

    ROBOL

    Kobieta pracująca żadnej pracy się nie boi....przeraża ją tylko fakt ile informacji musi na raz ogarnąć.
    Już pierwszy tydzień w nowej pracy za mną , zaczynam powoli wchłaniać wiedzę, ale boję się że mogę nie zdążyć, zresztą wszyscy się boimy, bo jest nas 14 osób nowych. Za tydzień góra dwa dostaniemy już swoje miejsca pracy, czyli biurko, komp , i inne duperele ,w nowym budynku ale już nie będziemy siedzieć z naszym "yodą" , osobą która nas szkole,  nie będziemy mogli popełniać błędów z pewnością że za sekundkę nas skoryguję , teraz za każdy błąd będziemy dostawać po dupie , kary finansowe itd., możemy co najwyżej się pytać od czasu do czasu, czeka nas też szkolenie komputerowe w poniedziałek zakończone testem, do tego po miesiącu ma być jeszcze jedno szkolenie ustne lub pisemne ale już z całego materiału, pewnie nazłość mnie spytają o szczegóły które uznałam za zbędne , które wypadałoby wiedzieć choć nie do końca są tak ważne ....Naprawdę mi zależy, to w sumie pierwsza praca na której mi zależy chociaż na początek nie ma mega kokosów ale też jest duża szansa na awans w przyszłości. No i te liczne wyjazdy integracyjne na koszt firmy ... :P

    Ta praca tez jest powodem, że obecnie zaniedbuje tego bloga, nie porzucam go , broń cię panie, po prostu zdechlak ze mnie po pobudce o 5 rano i powrocie z pracy przed 17 .... Człowiekowi brak później energii. No ale obiecuję, że w najbliższym czasie coś tu wrzucę . Zwłaszcza w październiku, bo będę z Moim obchodzić 4 rocznicę ! :) Planuję zrobić mu torcik , bo ciągle pokazuje mi zdjęcia swojej koleżanki która wrzuca zdjęcia na fb z udekorowanymi tortami ( pomysły, wzór , generalnie całość zżyna od innych osób ale według niego ona ma talent) , twierdzi że ja bym tak nie potrafiła, no to ja mu pokażę i zrobię coś po swojemu, będzie to moje pierwsze podejście do dekoracji tortów ale przynajmniej pomysł mój, i wykonanie moje, bo specjalnie szukałam w necie już zrobionego takiego tortu i nigdzie nie znalazłam, więc mój będzie pierwszy. Nie chcę zdradzać też co zrobię bo mój blog nie jest już taki tajny jak mi się wydawało. Mimo że nikomu o nim nie mówiłam okazało się że mój chłopak jakoś na niego trafił i już koniec z moim kącikiem prywatnym gdzie mogę pisać bzdury....To ze tort zrobię wie (chyba że zapomniał) ale jaki to już nie, więc niech tak zostanie. Niech dla niego i dla Was będzie to niespodzianka . :)
    P.S. Tort na pewno nie będzie w serduszka , będzie bardziej jak z horroru :P

    środa, 29 sierpnia 2012

    Lumpeksowo


    Dawno nie pisałam... Byłam kilka dni na wyjeździe u koleżanek , których wieki nie widziałam. Wakacje moje się już niestety kończą. Zresztą jak większości osób. Moje i tak dość długo trwały bo zrobiłam sobie przerwę w studiach i pracowałam na zlecenie, czyli kiedy chcę i gdzie chce , co chwilę zmieniając miejsce pracy bo byłam głównie do "łatania dziur" w personelu. No ale teraz czas na normalną pracę bo się starzeję i czas ogarnąć swoje życie. Na studia też chcę wrócić chociaż jeszcze nie od października, tak przyszłościowo, by widział potencjalny pracodawca że się staram. W końcu pani magister tak ładnie brzmi...

    Jako że od poniedziałku czeka mnie już harówka w nowej pracy i jedyny dzień kiedy będę miała czas na lumpy to będzie sobota postanowiłam zaszaleć w lumpeksie. W końcu dziś jest wszystko za 3 zł. :)

    Wiedziałam że na pewno będę szukać ciekawego sweterka który wpadł mi oko już wczoraj.
    Przymierzała go koleżanka i wysłała zdjęcie. Był boski, a ja zazdrościłam jej ogromnie tego łupu. Dziś jednak okazało się że ona jednak go nie kupiła, ja po prostu źle przeczytałam sms-a. Poleciałam jak strzała do jej i mojego ulubionego lumpa i zauważyłam go ...Był! Nikt go nie zabrał. Wzięła go , przymierzyłam, był oczywiście taki nietoperzowaty ale i tak był boski, 3 zł na niego nie było mi szkoda, nawet i 5zł (wczorajsza wtorkowa cena) bym dała , zakochałam się w nim, uwielbiam takie dziwne i ciekawe ciuchy . :)
    Wzór może infantylny bo truskawki, zajączek i grzybki ale to mi się własnie w nim spodobało. Pewnie gdyby był różowy to bym na pewno go nie wzięła, ale różowy nie był i był cudowny. Sami zobaczcie: 


    TSEGA 
    Kolejny łup to kolejny sweterek ( jakoś dziś zachciało mi się swetrów, w końcu niedługo jesień ) . Turkusowy z luźnym golfikiem/kominem.

    Atmosphere 
     Czerwony w serek :
    F&F
     I niebieski również w serek:
    F&F

    Wygrzebałam tez fajne bolerko, jednak ciut wyblakłe i ma trochę krótkie rękawy. Niby o jakiś 1 cm za krótkie ale już i tak mnie to drażni więc planuje rękawy skrócić aby były 3/4, czyli za łokieć . Kolor natomiast poprawię farbując czarnym barwnikiem do odzieży. Będzie idealne na sylwestra lub inną imprezę.

    Figa

    Jako że jest coraz zimniej a ja mimo że przez wakacje mi się nie udało , nadal planuje biegać rano , niestety legginsy lub krótkie spodenki na okres jesienno-zimowy są za cienkie i zmarzłabym okropnie także i w spodnie wypadałoby się zaopatrzyć. Kupiłam jakieś polarowe, luźne, mają na samym dole lewej nogawki małą plamkę (zapewne od wybielacza) ale ja i tak planuje w nich tylko biegać lub łazić po domu więc mi to absolutnie nie przeszkadza. To i tak tylko 3 ziko. :)

    No i może bez sensu , a może i nie i je użyję, ale kupiłam 3 bluzki i tylko ale to tylko z powodu koralików :P
    Głupie wiem, no ale koralików było dużo, materiał też zużyje kiedyś do czegoś innego więc w sumie zakup przemyślany :)

     ...na tej były koraliki zarówno z przodu jak i z tyłu (było tam takie duże rozcięcie ):


    ...nad tą się zastanawiam czy ją przymierzyć, generalnie mi się nie podoba ale może jak ją ubiorę to okaże się ciekawa :) :
    W sumie kupiłam dziś 9 rzeczy , za każde dałam 3 zł więc całkowity koszt to 27 zł :) 
    Kocham second handy , za te 27 zł to był nawet jednego nowego sweterka w sklepie nie kupiła, a tutaj dostałam aż 4 do tego w pięknych kolorach :)
    A to całe łupy dzisiejsze:



    Gdy byłam w ubiegłym tygodniu u koleżanek pod Tczewem jednego dnia zahaczyłam z koleżanką Gosią o lumpek w Lichnowy. Szczerze zapach wilgoci nie odpychał , drugi minus to że tylko niewielka ilość odzieży była na wieszakach czyli same płaszcze, jestem przyzwyczajona że wszystkie ciuchy przeglądam na wieszakach, no ale postanowiłam trochę pogrzebać zwłaszcza że ciuchy były w granicach 1-2 zł , a reszta na wagę (nie wiem ile za kilogram było). Na początku strasznie się zniechęcałam, jak coś ładnie wyglądało kolorystycznie to jak sprawdzałam to było porwane, np. na kieszeni lub w rękawie , czy w ogóle w kilku miejscach, bluzki trzeba było przekładać , co było strasznie nie wygodne, więc moje grzebanie ograniczało się do przeglądania odzieży na samej górze stosu …Ale w końcu udało mi się znaleźć kilka rzeczy …


    Wśród obrusów dla mamy znalazłam taki szarawy duży i bez żadnej dziurki. Żal było nie kupić.


    Szukałam także jakiejś firanki/obrusa do diy , by zrobić koronkowe plecy w sukience lub bluzce, znalazłam taki kwadratowy ładny biało różowy obrus, jednak mama stwierdziła że jest za ładny do przeróbek więc także trafił do jej rąk :)



    Z bluzek miałam kłopot by coś mamie znaleźć , znalazłam szarą tunikę , ale okazała się ciut za szeroka więc będzie trzeba ją ewentualnie zwęzić ...
    Dla siebie także coś przygarnęłam i jestem z tych dwóch rzeczy dla mnie bardzo zadowolona...
    Wyszperałam w koszu piękny , intensywnie fioletowy, nic nie uszkodzony szal z frędzlami na końcach :



    ...a także za jedyne 2 zł płaszcz czarny , nic nie uszkodzony , jedyna wada to że jest bardzo zmechacony , ale od czego jest golarka do ubrań, i tak miałam zamiar zakupić takową więc byłabym głupia gdybym płaszcza nie wzięła :) Tylko 2 zł, toż to grosze....
    Kupiłam także wełnę do diy : granatową, zieloną i fioletową. Wszystko (płaszcz, obrusy, bluzka,wełna , szal) kosztowało mnie jedyne 9 zł (!) -jeszcze takich tanich zakupów lumpkowych nie miałam. :)
    Problemem był jedynie powrót do Gdańska bo ja tu zawalona siatkami z ciuchami u jednej ręki, u drugiej duża torba z moim bagażem z którym przyjechałam , do tego dostałam 3 słoiki przetworów i pół kilo sera  od gospodarzy (wiadomo, ze wsi wracam :P) , straszyli mnie także kilkoma kilogramami ziemniaków i wiśni , to bardzo miłe, ale gdzie ja bym to wszystko napakowała ? ...i tak miałam problem z powrotem, dziwne że ręce mi się nie urwały :P
    W domu od razu zajęłam się praniem zakupionych ciuchów i żeby zapach zszedł musiałam 2 razy wyprać ubrania - tak śmierdziały wilgocią. Ale i tak było warto.:)


    A teraz z innej beczki....
    Chciałabym podziękować świetnej artystce Samancie od której dostałam dziś kartkę pocztową z jej cudnym rysunkiem :



    Uwielbiam tego kotka :)


    wtorek, 21 sierpnia 2012

    To tu .... to tam


    Uff. Udało mi się zrobić wszystkie badania do pracy w ciągu dwóch dni. Także teraz mam wolne aż do września. Trzeba korzystać z wakacji bo następne dopiero za rok. Niewiele brakowało a badania robiłabym jeszcze jutro, gdyż komunikacja miejska nawaliła i spóźniłam się 20 minut. Miałam tyle szczęścia, że złapałam okulistę akurat, gdy wychodził z gabinetu. Zlitował się nad taką ciapą jak ja i zbadał mnie, mimo że musiał iść do innej przychodni już. Co prawda badanie zajęła około 2-3 minuty ale mógł go przecież nie robić, niby nie mam wpływu na komunikację, ale to już nie jego problem, bardzo więc dziękuję temu panu że się zlitował nademną. Dzięki temu mogłam dziś sobie kupić bilet do Tczewa by wreszcie wpaść do długo niewidzianych koleżanek. Nareszcie. Tyle lat się zbierałam i zawsze cos wypadało. Teraz się udało. W portfelu jakieś resztki więc ledwo mam za co jechać (tak to jest gdy się rzuca prace :P) , ale obiecałam to wpadam. :)
    Jutro po południu mam pociąg , jazda nie jest długa bo niecała godzina pociągiem, potem czekanie na bus , którym może z kilkanaście minut powinnam jechać…Obym tylko trafiła na miejsce bo to nieznane mi tereny i do tego pod miastem , a ja tylko w miastach się dobrze czuję, lubię mieć wszędzie blisko. :)
    Także uprzedzam : może mnie nie być od 3 do 6 dni , sama nie wiem ile, to zależy na ile mnie chcą , ale nie na dłużej niż  6, bo chłopak będzie tęsknił, a jechać ze mną nie może ze względu na swoje obowiązki związane z pracą…

    Przynajmniej spędziliśmy razem weekend . Upalny weekend . Pojechaliśmy nad jeziorko , mimo że było ciepło , woda była lodowata, nawet po staniu w niej 20 minut nadal nie mogłam się przyzwyczaić.
    Siedząc nad brzegiem nagle podpłynęła rodzinka łabędzi : 2 dorosłych z 6 młodych. Razem z innymi plażowiczami zaczęliśmy ich karmić do czasu aż skubańce zaczęły wychodzić na brzeg . O nie nie nie moi drodzy , nie ma wychodzenia! Robiło się niebezpiecznie bo jak dziabnie to będzie płacz, a nawet szpital, a dzieciaki dalej z chlebkiem , jeszcze trochę i stałaby się krzywda. Na szczęście przytomni rodzice dzieciaki odciągnęli . Łabędzie widząc że na chlebek chwilowo liczyć na mogą wycofały się i dalej brzegiem jeziora zaczęły płynąć dalej szukać frajerów którzy ich nakarmią :P

                                       
    Później postanowiliśmy zmienić brzeg. Pojechaliśmy na druga stronę jeziora. Z daleka dostrzegliśmy duży pomost, w dodatku nie ma na nim ludzi tak jak na innych więc spokojnie można było połowić rybki. Idziemy przez las do mostu a tam taki widok i karteczka "zakaz wstępu"... No pięknie, pozostał nam więc pomost gdzie było pełno łódek, pełno ludzi  i ciągle ktoś obok przepływał strasząc rybki....


    poniedziałek, 20 sierpnia 2012

    Polowanie na ciuchy

    Dzień cały zalatany.
    Od 4 rano na nogach!
    Załatwianie spraw w głównym oddziale firmy, potem badania  do pracy, zakupy na środowy wyjazd do koleżanek na kilka dni, .... i oczywiście lumpy .

    Ale dziś myślałam, że klientki tego second handu są co najmniej ślepe, taka perełka, za grosze, a te grzebią w tych wieszakach i jej nie widzą....Stanęłam i się śmiałam w duchu , hop do koszyczka i szybko do przymierzalni ....Wlazłam w nią , no ale tym razem żałuje że jestem taka szczupła pod biustem i generalnie cała górę mego ciała am szczupłą, bo nie trzyma się gorsetowa góra ciała :( Ale się uparłam, wzięłam ją mimo to, jakoś przerobię żeby było idealnie przy ciele, może jakieś ramiączka dorobię ewentualnie...
    Poza kiecką do koszyka wpadły 2 topy (biały do zafarbowania w najbliższej przyszłości) .


    Oto moja lumpeksowa perełka :) Chociaż na żywo wygląda miliard razy lepiej :) :
    Pearl Lowe - 12 zł





    biały -new look 2 zł
    niebieski- logo 2 zł


    sobota, 18 sierpnia 2012

    Heigh-ho...Heigh-ho... It's home from work we go



    Na początek chciałam się pochwalić, bo mimo, że jeszcze tej roboty nie mam, to dostałam szanse na trzy miesięczny okres próbny :) Próbowałam już tam rok temu do tej firmy się dostać ale się nie udało, teraz przynajmniej dostałam szansę się wykazać. Dam z siebie wszystko, zwłaszcza że dali mi też do zrozumienia że zrobili dla mnie wyjątek bo nie mam doświadczenia w branży. Ale od czego są szkolenia, po tych 3 miesiącach będę starym wyjadaczem :P


    No ale plany co do Hiszpanii poszły w cholerę... :(
    Musiałam wyjazd przełożyć na następny rok bo okres próbny zaczyna się na początku września :(
    No nic, jakieś minusy wreszcie stałej roboty z ubezpieczeniem i innymi bajerami , jak i stałą normalną pensją muszą być i ja się na to godzę , bo stara się robię i nie wypada już na umowę zlecenie dać się wykorzystywać :)

    Poza tym znowu słoneczko wyszło, mam jeszcze 2 tygodnie wakacji (chociaż też nie do końca bo muszę badania zrobić do roboty) więc wykorzystam to ile się da . Plaża, jeziorko, chodzenie prosto przed siebie gdzie nogi poniosą i na pewno wyjazd do koleżanek w okolice Malborka/Tczewa. Wyjazd do nich także miał być we wrześniu ale przynajmniej to mogłam przesunąć i wcisnąć w sierpień. Z Hiszpanią byłoby trudniej bo wycieczkę trzeba zarezerwować, a i mój chłopak nie może w tym miesiącu nigdzie jechać bo pracuje.


    A tu smak wakacji moich rodziców , czyli ciasteczka które przywieźli z tripa po Krymie. Ciasteczka Kopobka (czyt. Korowka) . Oczywiście maczane w mleczku. :P
    Niby nic innego smakowo niż u nas w Polsce ale podoba mi się ta krówka na ciasteczku . :)



     ***

    ...i trochę kredkowych inspiracji, które na pewno kiedyś wykorzystam (nie tak jak kredki które leżą i się kurzą) :